Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kocie bliźniaczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kocie bliźniaczki. Pokaż wszystkie posty

2 października 2020

kanapa była tylko pretekstem

To miał być post zakupowy - zaczęłam zdjęcia od kanapy-szkatułki z Biedronki i makowego ferbiego z lumpeksu, a że szkoda mi było chować tło po dwóch zdjęciach dorzuciłam lalki i wyszła taka nibysesja o niczym. Ziarno jest ogromne i ujęcia są praktycznie takie same, ale mam nadzieję że mimo to oglądanie będzie chociaż trochę przyjemne. Oczywiście filtry są inne na każdym ujęciu, bo nie potrafię niczego zaplanować ;p Kubeczki za duże dla lalek, były odpowiednie dla furbych, a później zostały bo pasowały kolorystycznie.

Wyglądają trochę jakby się kłóciły, ale przysięgam że to była tylko dyskusja o przeczytanej książce. Albo o wiadomościach. Albo o tym, czy ściany rozlecą się zanim uda mi się uchwycić to właściwe ujęcie. Jeśli chodzi o furby, miały mieć zdjęcia przed pierwszą kawą w poniedziałkowy poranek.

i po trzech kawach (w oczekiwaniu na czwartą)

(i być może kawałek sernika)

Co za kłamstwo, moja kawa chyba zawsze jest popsuta, bo nigdy mnie nie budzi :(( No i uprzejmie spieszę poinformować, że szarpnęłam się któregoś dnia na baterie i brązowy furby DZIAŁA a jego głos jest przeuroczy <3

23 czerwca 2019

kici kici


Mój komputer jest popsuty, zgranie kilku nieostrych zdjęć na dysk zajęło mi tylko trzy resety, więc naprawdę nie mam nastroju na zrobienie powtórki. Próbowałam kilku prostych komend z gugla, ale żadna próba naprawy nie przypadła mu do gustu. Prosiłam kogoś o pomoc, ale teraz czuję się jak totalna idiotka. "Nie możesz po prostu kupić laptopa?!". To było takie proste, nie wiem dlaczego sama na to nie wpadłam. Mogłabym jeszcze kupić nowy aparat, konsolę na te nowe pokemony, jakieś porządne lalki, które po wyjęciu z koperty nie będą powodowały u mnie natychmiastowej potrzeby umycia rąk, które nie rozpadają się pod byle pretekstem. A jakby jeszcze kupić sobie mieszkanie? Albo od razu dom? Na pewno byłoby miło mieszkać nad morzem, nie być budzonym o piątej nad ranem przez smród papierosów...
A więc po prostu powklejam zdjęcia, zanim napiszę coś, czego będą żałować, a na pewno coś, czego nikt nie ma ochoty czytać, bo powody do marudzenia ostatnio magicznie się mnożą. 
Kolor Catty to ciemny fiolet. Nie chciałam ciąć jej włosów tak krótko, ale tak jakoś wyszło :/ Miałam już jedną fioletową Catty, ale wtedy nie mogłam znaleźć odpowiedniego koloru. Próbowałam zrobić im zdjęcie obok siebie, ale wyszło ohydnie. Tutaj jest poprzednia Catty na flickerze.
Nowy fiolet jest naprawdę śliczny, intensywny i może trochę zbyt sztuczny-żarówiasty, ale właśnie taki był mi potrzebny. Bałam się że zielony cień na powiekach lalki będzie się z nim gryzł, ale w rzeczywistości daje ładny kontrast. Wolałabym, żeby miała fioletowe oczy i brwi, ale oryginalny różowy jest trochę na granicy, więc w zestawieniu z włosami udaje fiolet całkiem nieźle.


Udało mi się też w końcu skończyć Catrine. Kupiłam ją z myślą o srebrnych włosach, ale kolor który przyszedł był zbyt podobny do jej oryginalnych włosów. Po wahaniu między blondem, różowym blondem a właśnie tym nieszczęsnym prawiefioletem, zdecydowałam że najlepiej złożyć jeszcze jedno zamówienie, tak więc Catrine ma na sobie średni szary. Miałam w planach zmianę koloru makijażu, ale pod koniec miałam jej tak dość, że dałam spokój. Straciłam na nią zbyt wiele czasu i chciałam wreszcie zająć się czymś innym. Wolałabym ją bez grzywki, ale ze względu na przebarwienie od kleju, jej czoło musiało być zakryte.
A ponieważ kolor okazał się być bardzo ładny powstała kolejna..
To okrutne, że Catrine wygląda na zdjęciach przyzwoicie, a szara kotka jak maszkaron, kiedy w rzeczywistości jest odwrotnie. (Obie powinny być ładne, przecież to ten sam mold.) Tym razem dla kontrastu dałam jej krótsze włosy, niż przy poprzednich rerootach tego modelu.
 
W najbliższych planach mam Howleen (chciałabym rudą, mimo że oryginalna miała taki kolor włosów) i Cleolei. Cleolei ma śliczny mold i karnację w kolorze smażonych parówek, więc myślałam o niebieskich włosach, żeby trochę ją stonować. Naprawdę nie powinnam była marudzić na początku, ale próbuję sobie udowodnić, że mimo wszystko dalej jestem w stanie zrobić coś kreatywnego. Za miesiąc pewnie o tym zapomnę i przy kolejnej fali nienawiści do świata przeglądając blog dojdę do wniosku, że wtedy na pewno było miło, więc lepiej przeczekać pod kocem, zamiast brać się za cokolwiek kiedykolwiek.

20 kwietnia 2019

red wine

Utraciłam ostatnią czarowłosą kotkę. Po wielu za i przeciw padło na kolor czerwony, ale ponieważ wcześniejszy nie do końca spełniał moje oczekiwania, kupiłam red wine 1449. Mam wrażenie, że blog zamienia się w reklamę sklepów z włosami, ale tak naprawdę chcę sobie wszystko zanotować, na wypadek jakbym chciała dokupić ten sam kolor.
To był prawdziwie wielowymiarowy reroot - zmywacz do paznokci, którego użyłam do zmycia skalpu pachniał winogronem, w połączeniu z winnym kolorem włosów wymagał wiele samozaparcia żeby nie rzucić wszystkiego i nie pobiec do sklepu po trunek :p
Szczerze mówiąc średnio podoba mi się ten kolor, w zależności od światła bardziej przypomina rudy/brązowy, niż czerwony. Nie widzę go na innych lalkach, więc uznałam że równie dobrze mogę zużyć większość na tej.
co było
bardzo
złym
pomysłem.
Zrobiłam krótkie porównania długości, obok monsterek położyłam Barbie (miałam wymienić jej głowę, ale ta co raz bardziej mi się podoba). Monsterki mają zupełnie inne głowy, więc pewnie reroot będzie miał inny efekt. Położyłam fioletową kredkę na końcu linii skalpu Barbie i Ghoulii. Nie wiem czy to dobrze widać :P Pasmo przecięte na dwie/trzy/cztery części, każda z nich związana na środku i w taki sposób wszyta w głowę.
Nie podejmę się drugi raz 1/2, dopóki nie zapomnę jak bardzo włosy plątały się podczas rerootu :P 1/4 i 1/3 nie różnią się na tym zdjęciu tak drastycznie, ale przy związaniu włosów jest bardzo duża różnica.Włosy są zbyt sztywne, żeby poddać się grawitacji, więc nie nadają się do wysokich kucyków, chociaż nie próbowałam ich wrzątkować w takim stanie. Podejrzewam, że u Barbie jednak długość 1/4 mogłaby się sprawdzić, bo głowa jest dużo krótsza.

A na koniec mam trochę zdjęć pluszowych psów :P
:3

2/3

Ostatnio doszłam do wniosku, że powinnam uszyć chociaż jakiś szlafrok, którym mogłabym okryć lalkę, żeby znowu nie pokazywać nagiej. Albo lepiej dwa, na wypadek porównania. Niestety dźganie lalkowych głów igłą wydaje mi się bardziej interesujące, niż maltretowanie materiału i nie zanosi się na zmianę :C
Wyczerpałam dzisiaj ostatnią (trzecią!) czarną kotkę, dlatego trochę mi wstyd, że do tej pory:
 - nie zrobiłam ładniejszych zdjęć białej-z-czarnej,
 - chociaż nie wrzuciłam na blog tych gorszych,
 - dalej nic nie uszyłam.
Miałam aż trzy, bo za każdym razem jak pojawiała się na allegro przypominałam sobie, że miałam kiedyś zrobić jakiś reroot, ale zupełnie wylatywało mi z głowy, że już jedna/dwie czekają na swoją kolej.
Ale nie żałuję XD No bo jak można żałować? Są szare i są kotami, mogłabym mieć jeszcze z piętnaście.
Przed chwilą porównywałam nowe rerooty z poprzednim, szarym, i nie wiem czy to jest kwestia złego wyprostowania wcześniej, ale wydaje mi się, że jednak to henlon uparcie stara się wrócić do swojego poprzedniego stanu. Na włosach widać karby, a pamiętam że dociskałam swoją krzywą prostownicę aż do bólu dłoni. Nie były idealnie proste, ale też nie tak pogniecione. Dotyczy to też lalek sprzed ponad pół roku, natomiast przedziałki dalej się trzymają na miejscu, włosy przylegają do głowy, ale nie są już tak przyjemnie gładkie jak wcześniej. Nie chcę wracać do kanekalonu, bo ten materiał wydaje się trwalszy i nie boję się, że niechcący zniszczę całą pracę przy wrzątkowaniu.
A może za pół roku znajdę sobie już inne zajęcie i dobry stan włosów lalek nie będzie miał znaczenia?
Włosy użyte w do tego rerootu to słoneczny blond, chociaż teraz strona sklepu pod tym linkiem przerzuca mnie na S1-11 jasny blond. Nie potrafię powiedzieć czy przekierowuje prawidłowo - pisanie, albo raczej publikowanie czegoś w moim stanie to nie jest dobry pomysł. Chcę iść spać, ale nie mam siły się umyć. Więc piszę jakieś bzdury. Pisanie bzdur jest mniej obciążające niż wycieczka do łazienki.
Może spędzenie kilku dni na odtworzenie firmowej lalki to nie był najlepszy pomysł, ale jak pisałam poprzednio, bardzo chciałam użyć tego koloru, a że był identyczny z wizją Mattela.. Przypadek, czysty przypadek.
Przeszywanej :p lalce musiałam musiałam zalać nogi klejem, bo były bardzo luźne, próbowałam uzupełnić braki w szmince, ale farba uparcie nie chce się trzymać na startym miejscu, więc różnią się kolorem w tym miejscu i pewnie zedrze się przy kontakcie z czymkolwiek. Ogon pochodzi od pomarańczowego zestawu CAM, dobór farby nie jest idealny, ale przynajmniej będę pamiętała żeby obchodzić się z nim delikatnie, bo zacznie odpryskiwać. Nie pachniała zbyt ładnie, ale to nic w porównaniu z ostatnią kotką. Jednym słowem lalkowy trup, więc nie mam wyrzutów sumienia, że zniszczyłam ją bylejakimi włosami. Nie zmywałam jej makijażu, żeby mieć trochę różnorodności i jaka różnica przy porównaniu! Oczy szarej kotki prawie żarzą się i prześladują mnie przez całą długość pokoju, przy niej biała wygląda tak niegroźnie. Może to właśnie ona uratuje mnie, kiedy pozostałe dwie rzucą się na mnie w zemście? Wyglądają, jakby miały na to wielką ochotę.
Jak tylko trafi mi się trochę światła, sfotografuję trzecią z trzech.

17 lutego 2019

właściwie to nic

Udało mi się nie zapomnieć o kupieniu brokatu dla Frankie z poprzedniego tygodnia. Teraz jest tak złota jak nigdy wcześniej, bo nie po to kupuje się cały pojemniczek brokatu, żeby uzupełnić dwie kropki. Na żywo wygląda mniej grudkowo i właściwie ok. Teraz jeszcze muszę jakoś ukryć jej pożółkły nos, myślałam o rozwodnionej farbie akrylowej, ale boję się że nie uzyskam dokładnie takiego koloru jak jej skóra.
Moja podłoga jest teraz w nastroju bardzo sylwestrowym, tak samo jak wiele innych rzeczy, chociaż starałam się nabrudzić mniej niż zwykle :P
Zaczęłam wczoraj wszywać Lagoonie niby srebrne, bo tak naprawdę pastelowe fioletowe włosy. Wydawały mi się wystarczająco dziwne żeby zgrać się z resztą. Pewnie będę tego żałować jak najdzie mnie faza kupowania włosów w mocnych, nasyconych kolorach (morski idealnie pasowałby do niebieskiego w makijażu), ale ta Lagoona na razie nie jest trudna do odkupienia, no i nie wiem czy zabawa we fryzjera nie znudzi mi się wcześniej, więc właściwie nie mam nic do stracenia.
Przy szukaniu Lagoony trafiłam na Twylę, która dalej jest nieskończenie śliczna <3 Chciałabym skończyć tamten reroot, ale niedawno kupiłam mnóstwo książek, więc wypadałoby przeczytać chociaż część. Nie wiem czy nie wolałabym mieć je przeczytane z ominięciem czytania, ale nie potrafię tego przeskoczyć :C
Dalej zachwycam się szarą kotką, nawet jeśli nie potrafię jej odpowiednio uchwycić :< Reaktywowałam blog żeby mieć motywację do robienia zdjęć, więc wypada też je wrzucić. (szkoda, że nie reaktywowałam go z nienasyconej pasji pisania, bo naprawdę nie wiem czym wypełnić przestrzenie między fotkami...)